• Wpisów:6
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:9 lata temu, 09:51
  • Licznik odwiedzin:1 681 / 3485 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Każdy z nas ma życie zawodowe i prywatne a czy prywatne życie dzielimy jeszcze na jakieś? czy podział na partnera i pozostałą część świata jest dobre? Czy możliwe jest życie które dzielimy z kimś bliskim i przyjaciółmi, którzy są tylko moimi przyjaciółmi? Czy możliwe jest posiadanie wspólnych przyjaciół. Mogło by się wydawać, że tak bo nimby co stoi na przeszkodzie. Ale jeśli nie to jakie mogą być ku temu powody?
Albo dlaczego jesteśmy w stanie poświęcić czas na poznawanie nowych ludzi i spotkania z nimi olewając to co mamy obok?
I jak daleko jesteśmy w stanie odsunąć partnera od naszej własnej prywatności?
 

 
Powstaje samo czy trzeba je budować? Mowa o zaufaniu do drugiej osoby w związku. Właśnie czy powstaje samo w miarę upływu czasu spędzonego ze sobą, przespanych nocy, rozwiązanych problemów, przejściu przez trudne sytuacje? A może jednak trzeba sobie na nie zapracować dając stale do zrozumienia, że zależy nam na kimś, kochamy kogoś, jesteśmy gotowi poświęcić wiele jeśli nie wszystko dla kogoś? Czy trzeba dawać do zrozumienia przez mówienie w prost, że można na nas liczyć i udowadniać, że tak faktycznie jest?
 

 
Jak myślicie czy warto mówić swojej drugiej połowie prosto w oczy że coś wam nie pasuje, czegoś brakuje, lub czegoś byście chcieli?
Czy może lepiej jest dawać swego rodzaju wskazówki? Nie wydaje się wam, że osoba którą kochacie i na której wam zależy gdy powiecie wprost czego chcecie, bądź co wam się nie podoba może poczuć się niekomfortowo i pomyśleć, że coś jest z nią nie tak? Natomiast z drugiej strony jeśli komuś na was zależy to powinien zrozumieć o co wam chodzi, nawet jeśli ktoś jest bardzo zajęty, zapracowany i stale myśli o czymś innym.
  • awatar Gość: Ja jestem zdania, że zawsze trzeba ze sobą rozmawiać i mówić wprost- zarówno, gdy jesteśmy z czegoś zadowoleni jak i wtedy, gdy coś nam w związku nie pasuje. Bez szczerych rozmów pojawiają się jakieś niedomówienia, niejasne sytuacje i związek zaczyna małymi kroczkami wpadać w kryzys. Lepiej ba bieżąco sobie wygarniać, niż czekać aż uzbiera się cała masa żalów i smutków ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ostatnimi czasy zwykłem używać stwierdzenia "Nie jest źle, ale dobrze wygląda trochę inaczej".
Tak obiektywnie rzecz biorąc to jest mi z nim dobrze, kocham go i cieszę się że z nim jestem bo jest wspaniałym fecetem* ale...
no właśnie ale, tych "ale", jest kilka nie chcę mówić o nich w prost z tym ze można je jakoś zobrazować. Jednak o tym później...
 

 
A tak na marginesie czy wam też zdarza się że gdy oglądacie jakiś film, serial czy słuchacie piosenki to utożsamiacie się z tym? że losy bohaterki są jak by waszymi losami?? tak jak by lecąca akurat piosenka w radio była dla was/o was??
Ja osobiście kilka razy się z tym spotkałem.

Z moim partnerem weszliśmy w stosunkowo dziwną fazę naszego związku. Zapewne tylko ja to odczuwam, bo wiem że się zmieniłem w ostatnich tygodniach. Nie przypuszczałem nawet że można samemu wywrzeć na siebie taki wpływ że to co do niedawna było dla mnie istotne, istotne być przestało. Nie chcę w żadnym wypadku powiedzieć że podstawowe wartości jak lojalność, wierność, szczerość czy najważniejsza miłość przestały być ważne lecz mam na myśli wszystko do koła romantyzm i temu podobne pierdoły (już teraz tak to nazywam).
 

 
Tytuł jest oczywiście parafrazą tytułu serialu i filmu "Sex and the city" albo jak ktoś woli "Seks w wielkim mieście".
Tak mi przyszło do głowy żeby może coś napisać wzorując się na Carrei Bradshow z w/w serialu.
Laska opisuje swoje relacje z facetami, przyjaciółkami i innymi ludźmi, prowadząc na ten temat niekiedy wywody filozoficzne.
Dlatego też i ja może przeanalizuję swoje zachowanie oraz stosunki z facetami, przyjaciółmi i tak to nazwijmy resztą świata.
Dodam tylko że mając na myśli "stosunki" piszę nie tylko o stosunkach seksualnych.